6 września 2008 09:09:10 - Wakacyjnik

2008-08-23 – 2008-08-30 wakacje 2008

2008-08-22 23:45 Dotarliśmy do Mediolanu

Zadzwoniłem do Recepcji, żeby uruchomić sobie Internet via. Laptop, choć na 5 minut. Pan miły odebrał, porozmawiałem chwilę i poprosił, żebym zadzwonił za 5 minut (nie wiedząc o tym, że ja ‘nowy’). Dzwonie po 5 minutach, a Pan mi miło informuje, że serwer dostępowy im nie działa (gdzie tak naprawdę nie wiedziałem po prostu jak uruchomić ten ‘ichny’ Internet, choć może rzeczywiście nie działał…).

2008-08-23 10:30

Zadzwoniłem ponownie do Recepcji w celu uruchomienia Internetu – odebrała Pani. Porozmawiałem chwilę a Pani mi wytłumaczyła, że należy:

  1. Włączyć telewizor
  2. Wcisnąć przycisk Menu
  3. Wybrać z menu odpowiednią cyferką Internet
  4. Wybrać, w jaki sposób mamy się łączyć z Internetem (via. Laptop)
  5. Wpisać numer pokoju (w naszym wypadku był to numer 306 – tak, więc wpisałem)
  6. Wcisnąć OK i podłączyć Laptopa.

Ku mojemu zdziwieniu pojawiła się ikona, że dostępny jest Internet, tak, więc równie miło podziękowałem i odłożyłem słuchawkę.

Mimo, iż korzystałem raptem 3-4 godziny policzyli mi za dobę (i bardzo dobrze:-)) w kwocie 19€ – nie dużo jak na dzisiejsze czasy.

2008-08-23 15:30 Wyjazd z Mediolanu

Po zwiedzeniu Mediolanu (La Scala etc.), zaczęliśmy kontynuować podróż w stronę miejsca docelowego. Tym razem miejscem docelowym były Włochy i kemping „C’era Una Volta” usytuowany koło wioski Albenga a dokładniej Villanova D’albenga. Droga była wspaniała i pod względem pogody jak i trasy (pusta droga – tylko przemierzać te kilometry).

2008-08-23 19:30 Dotarłeś(-liśmy) do celu.

Do celu trafiliśmy ok. godziny 19:30, lecz już na starcie (ok. 19:39) mieliśmy ‘lekko pod górkę’. Rejestracja potrwała szybko i perfekcyjnie lecz nie miał nam kto pokazać gdzie jest „nasz domek”. Przyjechaliśmy na pole namiotowe namiotów (a mieliśmy dotrzeć na „pola” mobile home’ów), Pan zajmujący się tylko namiotami stwierdził, że nie wie gdzie to jest (w końcu ma 3-4 namioty na krzyż do obsługi). Po tym jak zobaczył jak kołujemy naszym pojazdem, stwierdził, że może nam pokazać gdzie nocujemy, ale musi zadzwonić do kolegi. Zadzwonił więc do owego kolegi, który mu powiedział jak do niego trafić. Pojechaliśmy do tego kolegi i razem (w sumie w 5 osób) dojechaliśmy do naszego domku nr 112A. Stwierdziliśmy, że:

jadąc porą wieczorną (po nocy) nie trafilibyśmy do mobile home’a

– i twierdzimy tak do dziś.

2008-08-24 13:00 Kemping zwiedzony.

„Kemping zwiedzony, pełna kultura, bar dobrze zaopatrzony, restauracja z widokiem na basen. Pogoda lazur. Pozdrawiamy!”

– taki sms wysłałem do brata (naszego „Anioła Struża”).

Rozpisując powyższą myśl, mieliśmy „po prostej” do jednego basenu, skręcając na prawą stronę – dojście do drugiego basenu oraz restauracji, schodząc na dół był kempingowy sklepik (z dobrym zaopatrzeniem).

Idąc dalej tą drogą, była recepcja, idąc dwa wejścia dalej był „Internet room” (z trzech stanowisk teoretycznie dostępnych, praktycznie dwa dostępne tylko z przeglądarką WWW – żenada, w dzisiejszych czasach „najlepiej do niczego nie dawać dostępu”).

Każdy dzień właściwie zaczynał się od porannego spaceru do sklepiku kempingowego (gdzie zawsze świeże bułeczki, bagietki itp.), śniadanie, chwila odpoczynku obok mobile home’a, pójście na jeden z basenów, przyjście i odpoczynek. Wieczorem przed snem spacer idąc prosto do restauracji (czynna do 1:00) posłuchać tutejszej muzyczki gdzie dziecięca playlista była codziennie identyczna (dla dzieci „wsio ryba”, dla młodzieży – nie), tak dla dorosłych był zróżnicowany repertuar muzyczny. Tak było przez pierwsze kilka dni, a dokładnie do 2008-08-26.

2008-08-26

Tegoż dnia stwierdziłem, że czas to zmienić i przerzuciliśmy się na strategie rodziców (moja strategia to najlepiej się nie ruszać i trzymać się wyznaczonego celu i odpoczywać). Strategia rodziców natomiast miała na celu zwiedzania okolicznych wiosek, wioseczek. I szczerze powiedziawszy bardzo mi się to spodobało (albowiem miałem dosyć mojej strategii, którą i tak uprawiam cały rok).

2008-08-26 Albenga, Alassio

Po zjedzeniu śniadania, odpoczynku, byciu na basenie, wyjechaliśmy do Albengi. Tam nie było do końca nic ciekawego do wiedzania, więc pojechaliśmy dalej, do Alassio.

Pozostawiliśmy auto na parkingu (właściwie po tutejszemu „piazza” – nie mylić z pizza), piazza A.Stalla.

Do miasteczka dojechaliśmy od strony Morza Śródziemnego (w końcu jest tam takie morze). Idąc ścieżkami (a właściwie uliczkami), chodziliśmy po okolicznych sklepach (mnóstwo z ciuchami, butami), dotarliśmy do miejsca gdzie budowała się scena. Scena owa, do dziś nie wiadomo dla kogo była budowana (nie było żadnej na ulicach informacji na ten temat), zapowiadała się na bardzo ogromną. Do tego, zaraz obok duża plaża z widokiem na morze.

Miasteczko naprawdę bardzo sympatyczne.

Tegoż dnia też stwierdziłem jedno – mam dosyć kempingów (częściowo):

„Co do Wersalu, raptem jedna doba w hotelu i spodobało mi się – i łóżeczka, telewizja i Internecik (co bardzo ważne na własnym laptopie i bez limitów).”

Częściowo, ponieważ takie kempingi są dobre do wypoczynków i można wyglądać w ubraniu jakie się chce, natomiast w hotelu trzeba „jakoś wyglądać” i właściwie są dobre tylko do wypadów, lecz plus taki, że Internet jest :-)

2008-08-27 Alassio

Po stałym planie codziennym, czas nadszedł na wycieczkę. Tym razem stwierdziliśmy, że skoro nie ma co zwiedzać w Albenga, pojechaliśmy bezpośrednio do Alassio.

Po długim kołowaniu (bo nikt z nas nie zapisał nazwy parkingu – lecz to mały szczegół), trafiliśmy do miejsca parkingowego.

Poszliśmy do sklepów, które poprzedniego dnia zauważyliśmy (właściwie mama – jak to kobieta – chodzi po sklepach – zauważyła), dziś sklepy (trafiliśmy na „siesta time” po prostu) były pozamykane (była godzina 15:45). Jako, że jesteśmy cierpliwi (do czasu!!!) poczekaliśmy do 16:00 – popatrzyliśmy, że sklepy dalej zamknięte – pojechaliśmy dalej, do drugiego sklepu – sklepu z winami. Sklep ten był po drodze z powrotem do miejsca, którym można spokojnie nazwać „miejscem wypadowym”. Weszliśmy do tego sklepu – no cóż wina jak wina, ale ceny, które zobaczyliśmy trochę nas – jako Polaków – trochę zaskoczyły i zniechęciły do zakupu (w końcu jak 1 litr wina kosztował 7 euro a 5 litrów ok. 40 euro tak wina też były po 70 – 80 €!!!!).

Wieczorem i tak nie obyło się bez codziennego wieczornego spaceru.

Będąc na wieczornym spacerze, trafiliśmy (a jakże!!!) na stały punkt programu (dziecięca playlista), lecz tegoż dnia było inaczej. Tuż po tej playliście dzieci i reszta młodzieży przeniosła się do basenu i tam też cała ekipa muzyczna przeszła nadając muzykę bardzo skoczną – bardzo rozrywkową – ludzie zaczęli się bawić z „ekipą” jak i zaczęli za „wodzirejem” robić to co on pokazuje.
Stwierdzenie tego dnia:

„Bardzo wesoły kemping”

Podsumowując przez resztę nie wyszczególnionych dni albo jechaliśmy w do miejsca wypoczynku albo z miejsca kempingu jechaliśmy już prosto do domu.

Wypoczynek udany. Dnia 2008-08-02 wypoczęty udałem się do pracy.